Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
witam
pierwsza notka i juz ogrom spraw do przeanalizowania, swiat mi sie wali niemilosiernie wzszyscy sie czepiaja a ja nic nie moge zrobic, a nadodatek jako przyszly psycholog mam swiat zawalony problemami innych, i wszystkim pomagam, z usmiechem przyjmuje.
nie zadreczam nikogo swoimi problema, i brne przez zycie z wielkim metlikiem w glowie.
od zawsze pomagam ludziom, doradzam, pocieszam, wspieram, robie wszystko zeby ludziom zylo sie lepiej, zeby zapobiec tragedii i wyciagnac z najwiekszych przepasci. wspieram pomagam a oni przychodza i odchodza a potem znow wracaja po rade po wsparcie bo dobre slowo. jestem dla nich ostoja taka przyjaciolka i matka, nigdy nie odmawiam pomocy a czasem wrecz sie wpraszam.
dzieki mnie pare osob wybilo sie z przepasci i wyszlo na prosta a teraz zyja gdzies tam cieszac sie nowa jaznia.
a ja w miejscu drepcze i czekam i brne przez te wszystkie obcych ludzi sumienia,
zostala przy mnie gromadka, ludzi wiernych ktorzy docenili to ze zawsze jestem, nie zmienna i trwala to ze zawsze przygarne i zawsze pomoge nawet gdy sama na krancu wytrzymalosci psychicznej, zostali przy mnie bo czuja i mysla podobnie, jednak wiem ze nawet przy najwiekszych checiach nie moga pojac tego co we mnie tkwi,
co jakis czas mam zalamania, moja psychika tego nie wytrzymuje, staram sie nie plaka, lecz lzy same plyna, czuje ciezar ciala, wiem jak wiele zlego mnie spotyka i chce uciec z tego swiata, lecz nadal cialo mnie trzyma. nie chce puscic a dusza ma, moja jazn trzesie sie w nim i miota, krzyczy, bije, zwija sie i rozpreza, tak jakby cialo stanowilo jedyna blokade, umysl moj przytacza najgorsze sceny zycia, niechec do stworzenia wszelich form zycia staje sie nieznosna az krew z nosta tryska, nie moge, nie pojmuje, nie chce..
czuje jak zmysly drazni ciasna przestrzen domu, nie moge zniesc znajomych mi glosow,a wtedy matka sie pojawia, i wrzeszczac cos znowu wykrwawia umysl moj, niszczy niczym zmija, wychodze z domu i widze twarze obce, wredne, beszczelne, nienawistne, grozne. nie pasuje im to kim jestem, nie moga strawic tego ze zyje, ze jestem inna, ze jestem soba. uciakam tam gdzie znajde spokoj...
ostoja ma jest pkp, tam wszystko jest ine, spokojne, nie winne, tam czas inaczej pluynie, tam slychac spiew ptakow, widac gwiazdy, i chmury, tem wiatr wieje prawdziwie przynoszac ukojenie.
gdy tylko czuje lekki powiew, rozkladam rece, zamykam oczy wyciagam w gore glowe, stajac na palcach czuje ze zaraz sie uniose, czuje jak ma dusza juz leci wsrod chmur, jak blaka sie po polach, podziwiem widok zlotych zobrz ktore lekko muskane wiatrem chwieja sie, a slonce wydobywa z nich najpiekniejszy blask, a ja lece ponad tym, tam gdzie kumulusy, tam ja, tam gdzie wiatr tam ja, jestem wszedzie, rozplywam sie w szczesciu swej jazni, pochlaniam wszelkie chwile szczesci i.... napotykam na opor, cialo jest zbyt ciezkie, nie pozwala oderwac sie od ziemi, wiatr przestaje wiac a ja czuje marnosc jaka jest cialo czlowiecze, nie wiem czy to czas na smierc, szkda mi zycia, wiem ze to wszystko kiedys minie, wiem ze przyjda dobre dni, oby tylko nie za pozno.
wszystko zdaje sie marnoscia,
szkola - wyciaganie, nie wiem czy sobie poradze, nie wiem czy przepuszcza mnie do nastepnej klasy ( ale to przez szkole do ktorej chodze), znienawidzilam szkole, boje sie do niej chodzic, jest mala i malo jest w niej osob a ja widze i czuje energie ludzka, wyczowam nienawisc, wiem ze mnie nienawidza, oni robia wszystko zeby mnie zniszczyc, ale nic wprost.
dom - rat odwala, mama jest zla i wyzywa sie na mnie, potrafi wszystko wypomniec, wszelkie bledy, wszyskto, pottrafi w jednej chwili przekreslic cale zycie. do tego ciagle mowi o szkole, o wyciaganiu i o tym ze jak ja zawiode to ona juz calkiem sie zalamie, nadodatek wspomina stare czasy lub inne nieprzyjemne sytuacje a ja to wszystko musze wysluchac,
a ojciec przyjdzie, nie umie ze mna rozmawiac, bo jest tak jakby gosciem w domu, pracocholik z niego potworny i tyle, wydrze sie i tyle
ludzie - wyzalaja mi sie , niektorzy dalsi troche a przynajmiej my ich na dystans trzymamy, jak np i szczegolnie taka anka. zawsze cos odwali, teraz ona chce sie zabic i caly czas nosi przy sobie samarke z lekami, nie wesolo ma w domu a ja ja wspieram a sie okazalo dokladnie to nad czym myslalam, niektorym ludziom nie warto az tak pomagac, teraz sama bardziej obrywam przez nia. a reszta ludzi czest mnie denerwuje, swoim zachowaniem i niewiedza. ale dobrze ze sa, wlasnym entuzjazmem podnosza mnie na duchu i pozwalaja chociaz na chwilke zapomniec o wszelim zle. jest jeszcze pajak, ona mnie najbardziej rozumie, chociaz wiem ze to nie calkiem to o co mi chodzi, ale ona jedna potrafi mnie pocieszyc i wesprzec ;]
moze wydawac sie ze to o czym tu napisalam to nie powod do zmartwien, albo to nie jest tragedia, ale powiem wam jedno, mam dopiero 16 lat, w tym roku niestety 17 :(
ale uwazam ze jestem za mloda na takie wyzwania, na to ze mam zawsze byc madrzejsza, zeby pomuc, mimo tak logicznego myslenia jakim sie posluguje, mimo to ze bez problemu moge znalesc odpowiedz na kazdy problem, uwazam ze jestem za mloda na takie obowiazki, bo to nie dzieje sie od miesiaca, roku czy dwuch, to dzieje sie od zawsze. od zawsze bylam wsparciem dla innych. a to od zawsze trwa wlasciwie od podstawowki, mysle ze bede dobrym psychologiem, ale mysle ze psycholog ma najpodlejsza robote pod sloncem... dozobaczenia.
swiadomosc 4/06/2008 22:33:58 [
Powrót]
Komentuj